Jak zainwestować w siebie 50 000 zł?

Jakiś czas temu natknąłem się na Facebooku na dyskusję, gdzie ktoś zapytał w skrócie: „Mam odłożone 50 000 zł – w jaki biznes to zainwestować?”.

Pojawiło się kilka głosów, że tak małą kwotę to najlepiej w siebie, bo na biznes to za mało.

Dopytywałem o konkrety, czyli jeśli w siebie, to jak? Niestety poziom szczegółowości zakończył się na – cytuję – „książki, szkolenia”. Nie zaspokoiło to mojej ciekawości, więc postanowiłem sam ten temat wstępnie rozkminić.

Od razu zaznaczam, że nie ma tutaj szalenie dokładnych wyliczeń w stylu Michała Szafrańskiego. To ogólne spojrzenie na temat i rozważenie kilku jego aspektów. Także jeśli napiszesz w komentarzach „Ale nie uwzględniłeś X, Y i Z, a w ogóle to zależy”, to masz rację. Mam nadzieję, że ten tekst to zalążek dyskusji, którą warto poprowadzić wokół tematu, bo wydaje mi się ważny.

No właśnie, ale dlaczego?

Dlaczego to jest ważny temat?

Powody główne widzę dwa:

  1. Ludzie się wypalają w swojej specjalizacji i myślą o nowej drodze – widzę to regularnie już u 30-latków
  2. Świat się szybko zmienia i podobno ludzie wchodzący dziś na rynek pracy będą musieli w trakcie kariery zmienić kilka razy profesję (abstrahując od tego, czy im się to podoba, czy nie)

Tak więc być może zbieranie funduszy na rok życia bez pracy, aby móc się wtedy przekwalifikować, nie będzie luksusem, a normalnością już za 5-10 lat.

Rozwój na pełen etat, czy po godzinach?

Nie będziemy się teraz rozwodzić nad tym, skąd człowiek (młody lub niekoniecznie) te 50 000 zł miałby wziąć. Zakładamy, że po prostu ma. W jaki sposób może je zainwestować w siebie?

Pierwsze pytanie brzmi: rzucam pracę i ładuję ten czas w swój rozwój, czy zostaję w pracy, a 50 kawałków wydaję na boku, kształcąc się „po godzinach” i w weekendy?

To fundamentalna kwestia, bo jeśli rzucę papierem, to w dużym polskim mieście muszę wydać minimum 2500 zł miesięcznie na życie (zakładając, że wynajmuję pokój), więc w rok wydaję na to 30 000 zł. Doliczmy 5 000 zł na nieprzewidziane wypadki (dentysta, nowe buty, prezenty na święta, etc.) i mamy 35 000 zł.

Czyli na inwestowanie czysto w rozwój zostaje nam 15 000 zł. Główny koszt to odkupienie czasu, który normalnie idzie na pracę dającą pieniądze na chleb.

Moim zdaniem to lepsze wyjście, niż nauka po godzinach. Nie oszukujmy się – po 8 godzinach jakiejkolwiek pracy człowiek jest tak zmęczony, że maksymalnie 2h da radę w taki dzień poświęcić na rozwój. I to nie każdego dnia, bo poziom energii nam się waha, a też życie płata różne figle. Dodatkowo nauka „po godzinach” często działaby się kosztem życia towarzyskiego czy odpoczynku – jakże istotnego w efektywnym uczeniu się.

Patrząc na moich znajomych, którzy przekwalifikowali się stosunkowo szybko na programistów i radzą sobie teraz świetnie, to opcja z odpuszczeniem wszystkiego innego i skupieniem się na rozwoju wydaje się prawidłowa.

Przykładem takiego podejścia jest Ania, która w 5.5 roku przeszła drogę od zera do Tech Leada, i to nie w JANUSZEXPOL z Parzęczewa, tylko w Hubspocie (dla niezorientowanych w klimatach marketingowo-technologicznych, Hubspot to znana, amerykańska firma tworząca oprogramowanie dla działów marketingu).

Prosta matematyka – jeśli poświęcisz 40h w tygodniu na rozwój (nie mając etatu), to osiągniesz swoje cele 4 razy szybciej, niż gdybyś poświęcił 10h tygodniowo (i to na niższej intensywności, bo zmęczony po dniu pracy).

Dodatkowo jakoś nie umiem sobie wyobrazić, na co ktoś miałby wydać 50 000 zł, inwestując w rozwój po godzinach (może poza drogimi studiami podyplomowymi). No bo ile książek czy kursów można przerobić w te 10h w tygodniu przez rok?

Na start: konkretny cel

W co włożyć pieniądze? To zależy od tego, co byśmy chcieli osiągnąć. I to na starcie trzeba określić.

Widzę w zasadzie dwie główne drogi:

  1. Zestaw specjalistycznych umiejętności, pozwalający rozpocząć nową, przyszłościową i dobrze płatną ścieżkę kariery
  2. Ogólny rozwój, długofalowo pomagający na różnych polach – tu przychodzą mi do głowy popularny dzisiaj mindfullness, radzenie sobie ze stresem, zdrowy tryb życia, nauka języków obcych, pisanie etc. To może brzmieć fajnie, ale trudno tutaj uchwycić namacalną wartość. Nikt Cię do świetnej firmy nie przyjmie tylko dlatego, że umiesz skutecznie medytować.

Więcej pomysłów na taki konkretny cel „okresu rozwojowego” mi brakuje, więc podrzuć coś proszę w komentarzach 🙂

Jak konkretnie zainwestować w siebie 15 tysięcy złotych?

Dobra, czyli zakładamy, że ktoś rzuca pracę, żyje z odłożonej kasy i ma dodatkowo 15 koła do rozdysponowania.

Dajemy mu rok na mityczną „inwestycję w siebie”. Na co te pieniążki wydać, żeby inwestycja się zwróciła? Nie wiem, ale mam kilka pomysłów.

Książki i kursy online

Specjalistyczne – tutaj wszystko zależy od obranego celu. Bez niego trudno wskazać cokolwiek konkretnego, bo może to być zarówno poradnik prowadzenia pasieki, jak i kodowanie w C#.

Ogólnorozwojowe – niezależnie od specjalizacji można wybrać zestaw umiejętności, który przyda się każdemu. Kilka moich pomysłów na książki z takich dziedzin tutaj.

Mentoring

Na początku drogi w niemal każdej dziedzinie warto mieć nauczyciela. Doświadczona osoba pomoże Ci zaoszczędzić czas, wypatrzy błędy, podpowie, co poprawić i wesprze swoim unikalnym doświadczeniem, którego nie znajdziesz w książkach czy poradnikach w sieci.

Osobiście nie byłbym tu, gdzie jestem, gdyby nie stały feedback do wykonywanych zadań przez pierwsze 6 miesięcy mojej pracy w Conversion. U mnie taki mentoring zrobił ogromną różnicę w tempie rozwoju specjalistycznych umiejętności.

Dobry sprzęt

Przykładowo jeśli chcesz się uczyć projektowania graficznego, to kup sobie porządny komputer. Będzie Ci wygodniej i przyjemniej się uczyć, a to podnosi motywację.

Różne przydatne aplikacje

Czasem warto zapłacić za aplikację, bo konkretne „ficzery” potrafią się zwrócić z nawiązką.

Kilka płatnych aplikacji, z których na co dzień korzystam i które wspierają rozwój:

Readwise + Instapaper + Feedly do odkrywania, przerabiania i przypominania sobie notatek z czytanych treści. Pisałem o tym systemie tutaj.

Mindy do medytacji (na poprawę koncentracji)

Roam Research do budowania „second brain” – przydatne, gdy uczysz się czegoś nowego, generujesz masę pomysłów i pozornie niepowiązanych ze sobą wątków.

Freedom – do blokowania dystrakcji, pożeraczy czasu jak social media czy stron z newsami

Dostęp do zamkniętej społeczności

Warto poznawać nowe, ciekawe osoby, interesujące się podobnymi rzeczami. Decydując się na porzucenie etatu i poświęcenie rok na rozwój tracimy naturalny sposób dostępu do takich kontaktów. Można to załatwić dostępem do konkretnej społeczności, skupionej wokół danego zagadnienia.

Nie znam wielu przykładów płatnych społeczności w Polsce. Z kolei darmowe grupy na Facebooku nie zawsze spełniają swoją rolę pod kątem jakości.

Ciekawymi społecznościami, które znam (a z dwóch pierwszych korzystam), są:

Istnieją też dobre darmowe społeczności, ale trzeba szukać po konkretnych branżach. U mnie (analityka internetowa) jest to na przykład kanał #measure na Slacku.

Znasz inne fajne społeczności? Podrzuć w komentarzach, chętnie sprawdzę.

Podróże

Jeśli nastawiasz się na naukę konkretnej specjalizacji, to możliwe, że dobrą opcją byłaby praca za granicą. Mając rok wolnego i trochę luźnej kasy wydaje się to dobrym pomysłem, żeby pojechać do wymarzonego miasta i chwilę tam pomieszkać w ramach eksperymentu. Często trawa jest bardziej zielona u sąsiada 😉

Uwolnienie czasu i energii

Są takie aktywności, które musisz zrobić samodzielnie i nie ma od tego ucieczki (na przykład przerobienie kursu online, trening, czytanie książki).

Tak więc patrząc na nasz budżet z tego artykułu, można spokojnie wygospodarować kilka stów miesięcznie na uwolnienie czasu / energii, np. zatrudniając sprzątaczkę czy przechodząc na dietę pudełkową.

Podsumowanie

Mam świadomość, że ten artykuł to liźnięcie tematu. Brakuje tutaj dokładnych wyliczeń. Brakuje rozpatrzenia wielu konkretnych przypadków i oszacowania, jaki byłby efektywny model alokacji tych przykładowych 50 000 złotych we własny rozwój.

Napisałem taki ogólny tekst, aby poruszyć ten temat i sprawdzić, co inne osoby o nim myślą.

No właśnie – jak Ty zainwestowałbyś w siebie 50 000 złotych?

Napisz koniecznie w komentarzach, bo nie mogę się doczekać innych pomysłów i dyskusji.

Autor | Damian Rams

W dzień analityk-prywaciarz, wieczorami bloger. Uwielbiam uczyć się nowych rzeczy. Na blogu dzielę się technikami, które pomogą Ci efektywniej rozwijać umiejętności.

1 comment

  1. Często bywa tak, że nie trzeba zmieniać profesji, a wypalenie wynika z przemęczenia pracą. Ja to po sobie zauważam (20+ lat w IT), że czasami mam dość, a po dłuższym odpoczynku (więcej niż 3 tyg. ciągiem) wracam z większą energią.

    Warto też, jeżeli nasz styl życia na to pozwala pracować mniej. Jak wynika to z mojego doświadczenia, to też chroni w dużym stopniu przed wypaleniem.

    A najbardziej to chciałbym, żeby upowszechniła się taka koncepcja https://www.ted.com/talks/stefan_sagmeister_the_power_of_time_off

    Pozdrawiam,
    Tomek

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: