Freelance – zalety i wady po 4 latach na swoim

Freelance to mój model działania od połowy 2017 roku. Nie wiem, kiedy to minęło. Po kilku latach zabrałem się za podsumowanie zalet i wad takiego rozwiązania.

Ten artykuł piszę przede wszystkim z myślą o osobach pracujących obecnie na etacie i zastanawiających się, czy warto “rzucić papierem” i zostać wolnym strzelcem (ewentualnie założyć własny biznes).

Jeśli opuszczanie ciepłej posadki w ogóle Cię nie interesuje, ale jesteś ciekaw, jak bycie freelancerem wygląda od środka, to również znajdziesz tutaj sporo interesujących informacji.

Czytasz to i jesteś freelancerem? Koniecznie podziel się w komentarzach swoim spojrzeniem na zalety i wady takiego modelu pracy. Uwielbiam zderzać swoje spostrzeżenia z innymi osobami i mam też cichą nadzieję, że ten artykuł wywoła ciekawe dyskusje.

Tło, czyli jak wygląda mój freelance

Świadczę usługi z zakresu analityki internetowej: wdrożenia Google Analytics, budowanie dashboardów, audyty UX, konsultacje, szkolenia. Około 35% moich przychodów z usług to długofalowe współprace, 65% to projekty jednorazowe. Do tego kurs online stworzony w 2020 roku, czyli mój pierwszy produkt cyfrowy.

Czasem rozliczam się więc za godzinę pracy, czasem jest to stała kwota za projekt (więc finalna stawka za godzinę zależy od tego, jak dobrze oszacowałem pracochłonność), a częściowo pasywnie, gdy ktoś kupuje mój kurs.

Jeszcze przed pandemią załatwiałem praktycznie wszystko zdalnie. Spotkania w biurach klientów były rzadkością – zdarzały się może raz na kwartał. Niektóre projekty załatwiam w 100% przez maila. To istotne pod kątem niezależności dotyczącej czasu i miejsca pracy.

Freelance – zalety, które uwielbiam

Pracuję, kiedy chcę

Nie potrafię sobie wyobrazić powrotu na etat i pracy od 9 do 17, chociaż być może kiedyś do tego wrócę (z konieczności lub dlatego, że zmieni się moje myślenie lub potrzeby).

Cenię sobie to, że mogę dostosować godziny pracy do swojego rytmu. Zazwyczaj godziny popołudniowe wiążą się dla mnie z totalnym brakiem energii i cierpiałem z tego powodu, gdy pracowałem na etacie.

Dziś gdy czuję, że między 14 a 17 nie mam paliwa na działanie, to bez poczucia winy zajmuję się czymś innym (nauką angielskiego, graniem na gitarze, spacerem czy drzemką), a gdy siły wracają, siadam z powrotem do pracy. Minus? Praca się wtedy kończy około 20:00.

Pracuję skąd chcę

Zarówno w skali mikro, jak i makro. W skali mikro mogę pracować z domu, kawiarni, coworku, biura kolegi. W skali makro – z dowolnego miejsca na świecie. Mocno z tego nie korzystałem (a w pandemii to już w ogóle), ale kilka miesięcy spędzonych w Porto i w Las Palmas jako modny digital nomad wspominam jako ciekawe doświadczenie.

egzotyczna plaża
Jako freelancer pracujesz skąd chcesz. Bajka dla miłośników podróży i hejterów polskiej zimy. Źródło.

Odpowiedzialność

Praca na swoim nauczyła mnie brania pełnej odpowiedzialności za to, co robię. Uważam to za zaletę, chociaż wiem, że wiele osób uznałoby to za obciążenie psychiczne i przez to wadę. 

Wiem, że jeśli nie sprzedam projektu lub nie zrobię w terminie tego, co obiecałem, to jest to moja wina.

Muszę też pilnować różnych spraw – podatków, umów, sprzedaży. Odkąd pracuję dla siebie, dużo częściej źródeł problemów czy niepowodzeń szukam w swojej postawie (i myślę, jak ją skorygować), zamiast zwalać na zewnętrzne problemy (bo szef, bo klient, bo politycy, bo pogoda, bo „oni”).

Wszechstronny rozwój

Freelance to dla mnie fajny obóz przygotowawczy przed wejściem na dobre w biznes.

Z jednej strony pozostaję specjalistą i sprzedaję swoje umiejętności i czas (jak na etacie), ale na lepszych warunkach. 

Z drugiej pojawiło się sporo nowych obszarów do ogarnięcia (marketing, sprzedaż, podatki, umowy, strategia), dzięki czemu mam teraz szersze spojrzenie i nieco lepiej rozumiem, jak działa biznes.

Różnorodność klientów

Praca jako freelancer jest dla mnie podobna do pracy w agencji reklamowej czy firmie doradczej. Wielu klientów, różne branże, ciągle nowe projekty. Słowem: szybszy rozwój i mało nudy.

Taki model to więcej stresu i wyższe tempo, ale w zamian Twoje specjalistyczne umiejętności rosną jak na drożdżach w porównaniu do pracy po stronie klienta. Oczywiście odnoszę się tutaj do swojej specjalizacji (analityka internetowa) – od tej reguły na pewno są wyjątki.

Zarobki

Nie zdradzając dokładnych kwot, mogę tylko powiedzieć, że na etacie w Polsce nie zarobiłbym tyle, co działając na własną rękę – zwłaszcza w przeliczeniu na godzinę faktycznej pracy. To kolejny argument przemawiający za byciem na “frilansie”.

Nielimitowany urlop

Generalnie to raczej jestem leniwy. Praktycznie nigdy mi się nie chce siadać do pracy (ale jak już zacznę, to zwykle jest spoko). Regularnie czuję się zmęczony, przez to zazwyczaj w ciągu roku robię sobie 8-10 tygodni wolnego (nie licząc świąt i weekendów). To 40-50 dni. Trochę więcej, niż 26 dni na etacie. 

8-10 tygodni wolnego w ciągu roku to dla mnie norma, odkąd jestem freelancerem. Bardzo to lubię. Źródło.

Co najlepsze, z mojego słownika zniknęło stwierdzenie „Nie wiem, czy mogę – zależy, czy dostanę urlop”. Decyduję sam. No dobra, muszę z wyprzedzeniem zaplanować projekty tak, żeby nie zniknąć w decydującym momencie. Ale to nadal większy komfort, niż bycie uzależnionym od decyzji szefa i planów urlopowych innych osób w firmie.

Budowa własnej marki

Jeśli klient jest zadowolony, to wraca lub poleca mnie dalej. Mnie, a nie mojego pracodawcę. I z biegiem czasu działa to jak procent składany. Marka osobista pozwala na dywersyfikację klientów, a przy odpowiednio dobrze rozwiniętej sieci kontaktów i zbudowanej rozpoznawalności, paradoksalnie daje większe bezpieczeństwo, niż na etacie. Nikt nie jest w stanie mnie zwolnić z dnia na dzień jedną decyzją.

Freelance – wady, których nie znoszę

Nie pracuję, to nie zarabiam

Ten punkt boli najmocniej. Urlop smakuje gorzej, gdy wiesz, że w tym czasie nie generujesz przychodów, a ZUS i tak musisz zapłacić. Oczywiście można to później nadrobić stawkami wyższymi, niż przy pracy etatowej. Trochę czasu zajęło mi oswojenie się z tą sytuacją i zaprzestanie obliczania kwot, które „tracę” przez odpoczywanie.

Setki decyzji do podjęcia

Na etacie większość decyzji ktoś podejmował za mnie. Fakt, nie zawsze mi się podobały, ale przynajmniej nie zużywałem na nie energii mentalnej.

Na swoim muszę decydować co zrobić, kiedy, jaki dać deadline, jaki zakres projektu, ile za to skasować klienta, czy już kogoś zatrudniać, czy jednak prowadzić firmę w modelu jednoosobowym, czy brać urlop, czy jednak machnąć jeszcze jeden projekt, bo szkoda, żeby kasa uciekła. 

Każda decyzja kosztuje energię. Freelance nauczył mnie podejmować je szybciej i skuteczniej, a to umiejętność przydatna także poza sferą zawodową.

Sprawy uderzają w Ciebie osobiście

Klient odrzuca ofertę? Bierzesz to do siebie. Ktoś opublikował krytyczny komentarz na Twoim blogu? Włącza się syndrom oszusta. I tak dalej. 

Wyrobienie w sobie odporności na niemiłe wydarzenia to proces. Przyjmowanie ciosów jest nieprzyjemne. Można sobie wmawiać, że długofalowo Cię to wzmacnia (i owszem, tak jest), ale krótkofalowo to nic fajnego i jest to wada bycia freelancerem.

Freelance to samotność

Koledzy z etatu Cię nie rozumieją. Nie masz z kim podzielić się wątpliwościami. To jest trudna część bycia freelancerem, zwłaszcza jeśli pracujesz z domu i nie masz się do kogo odezwać. 

Z problemami zostajesz sam. Zwycięstwa też celebrujesz w samotności i o dziwo smakują wtedy jakoś tak inaczej.

Samotność to jedna z największych wad bycia freelancerem. Źródło.

Panaceum jest znalezienie podobnych osób i regularne rozmowy (ustrukturyzowana grupa mastermind albo luźne pogadanki).

Pozdrawiam z tego miejsca Agatę, Andrzeja i Mateusza – bez naszych rozmów byłoby mi zdecydowanie trudniej!

Niepewność

Będąc freelancerem nie masz żadnej gwarancji, że w kolejnym miesiącu będzie tak pięknie, jak w obecnym. Klienci przychodzą i odchodzą. Dołki przychodowe się zdarzają. 

A gdy jesteś w środku takiego dołka, to zaczynają się wątpliwości. Łatwo w takim momencie się podłamać.

Niepewność dotyczy też podejmowanych decyzji – zwłaszcza na początku drogi nie masz pojęcia, czy dany krok stawiasz w dobrym kierunku. To potrafi związać ręce, przez co tkwisz w miejscu, dywagując bez końca, czy pójść w lewo, czy w prawo, albo czy w ogóle ten cały Twój freelance ma sens. 

Może jesteś idiotą, że zrezygnowałeś z etatu? Mam wrażenie, że o tych wewnętrznie toczonych bitwach mało się mówi, ale dla mnie to jedna z największych wad bycia freelancerem.

Trzy razy chciałem zamknąć bloga o analityce, bo miałem wrażenie, że to zmierza donikąd. Na szczęście tego nie zrobiłem i dziś jest on motorem napędowym mojej działalności. Ale niepewność była ogromna.

Za wszystko płacę sam

Prywatne ubezpieczenie medyczne, sprzęt, kawa, wyjścia firmowe, biuro – to wszystko fajne benefity, jakie daje praca na etacie. Przy własnej działalności każda pozycja z tej listy to dodatkowy wydatek. Wydać 800 zł miesięcznie na biurko w coworku, czy je zaoszczędzić? Niełatwa decyzja.

freelance i wydatki
Na frilansie benefitów pozapłacowych nie ma – za wszystko zapłacisz samodzielnie. Źródło.

Z drugiej strony można posłużyć się argumentem, że na etacie zarabiasz mniej, bo pieniądze pracodawcy idą na benefity pozapłacowe, zamiast bezpośrednio do Twojej kieszeni. Niejeden etatowiec wolałby 200 zł więcej na rękę zamiast owocowej środy i corocznej imprezy świątecznej.

Tak więc finalnie może to zaleta, bo mogę sam decydować, gdzie pójdą pieniądze? 

Freelance = trzy role jednocześnie

Typowa historia: grafik jest zły, że musi robić „durne poprawki” dla „głupich klientów”, więc idzie na freelance, żeby się realizować i robić to, co mu się podoba. A później jest zdziwienie, bo klienci dalej są „głupi”, do tego nie płacą w terminie, a poza samym projektowaniem na głowie jest milion innych spraw.

Niestety jako freelancer masz do ogarnięcia trzy role: stratega, menedżera i specjalisty. I to potrafi być przytłaczające, zwłaszcza na początku.

Najpierw musisz określić, co w ogóle chcesz osiągnąć i w jaki sposób (strateg). 

Potem musisz rozpisać zadania i zmotywować się, żeby wstać rano, zabrać się do pracy i nie rozpraszać się co chwilę wchodzeniem na fejsa, nie zapomnieć o opłaceniu podatków i – tak, tak – o odpoczynku (menedżer).

Finalnie, aby utrzymać konkurencyjność (względnie: podnosić stawki), musisz się stale rozwijać, no i oczywiście „robić robotę” (specjalista). 

Przełączanie się między tymi trybami do najłatwiejszych nie należy.

Potrzebna samodyscyplina

Jeśli jesteś freelancerem, to nikt nad Tobą nie stoi. W teorii fajnie (kto by nie chciał się uwolnić od świdrującego wzroku szefa, prawda?), ale w praktyce to wada. 

Wstaniesz o 11:00 i cały dzień będziesz oglądać memy z kotami? Nikt nic nie powie. I krótkoterminowo konsekwencji brak, więc łatwo się rozregulować. 

Długofalowo takie zachowanie wpędzi Cię w kłopoty, ale Twój małpi mózg preferuje przecież natychmiastową gratyfikację. 

Niewiele jest osób, które bez zewnętrznej presji potrafią naturalnie utrzymać dyscyplinę i działać. Nie bez powodu wielu przedsiębiorców płaci mentorom, którzy dokręcają śrubę i zadają niewygodne pytania o realizację planów na dany tydzień.

Można się dyscypliny nauczyć, choć przyznam, że mnie przez długi czas szło to opornie. Nadal nie jest idealnie i każdy dzień to walka, ale jest coraz lepiej.

Podsumowanie

Jak ze wszystkim, z zewnątrz może się wydawać, że mam życie usłane różami, ale w praktyce bywa różnie.

Pomimo miejscami nieoczywistych minusów bycia na swoim, obecnie nie zamieniłbym tego z powrotem na etat. Przynajmniej nie w dniu dzisiejszym.

Bycie freelancerem to dobry trening przed budowaniem biznesu. Uczysz się sprzedaży, marketingu, obsługi klienta, oswajasz się z księgowością i umowami, ale jednocześnie wiele nie ryzykujesz (nie musisz inwestować środków, koszty prowadzenia działalności są niskie) i stosunkowo szybko generujesz zysk.

Także jeśli docelowo planujesz skręcić w stronę rozwijania firmy, ale boisz się skoczyć na główkę, to freelance może być sposobem na płynne przejście.

Cover: Andrea Piacquadio from Pexels

Autor | Damian Rams

W dzień analityk-prywaciarz, wieczorami bloger. Uwielbiam uczyć się nowych rzeczy. Na blogu dzielę się technikami, które pomogą Ci efektywniej rozwijać umiejętności.

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: