Czytanie książek to podstawa uczenia się, czy może tylko dodatek? Długo wierzyłem w tę pierwszą opcję, ale okazało się to błędem.

Od wczesnych lat szkolnych jesteśmy przyzwyczajeni do noszenia i czytania podręczników, a nawet do przepisywania regułek do zeszytów (sic!). I tak nam później zostaje, a czytanie wydaje się być automatyczną odpowiedzią na potrzebę zdobycia wiedzy czy umiejętności.

Sam przez wiele, wiele lat żyłem w przekonaniu, że im więcej będę czytać, tym mądrzejszy się stanę, tym więcej zarobię, tym skuteczniej będę działać…

No i się myliłem.

Wzięły się z tego przemyślenia o czytaniu książek i modyfikacja mojego podejścia, dzięki któremu widzę lepsze efekty, niż wcześniej.

Mój podział książek na kategorie

Rozważania w tym artykule zacznę od jasnego zdefiniowania typów książek, jakie czytam.

Beletrystyka – czytane dla przyjemności i rozrywki. Nie są tematem tego artykułu, bo to zupełnie inna kategoria.

Reportaże – czytane dla przyjemności, ale też dla zwiększenia ogólnej wiedzy o świecie. Ten artykuł delikatnie też zahacza o tę kategorię, bo pozwala ona uzyskać szersze spojrzenie na rzeczywistość.

Non-fiction – tutaj wrzucam całą literaturę popularnonaukową, poradniki, specjalistyczne książki, etc. Głównie tej kategorii dotyczy ten artykuł, bo jej czytanie (przynajmniej w teorii) powinno się wiązać z nabyciem praktycznej wiedzy, umiejętności lub z wprowadzeniem zmian (na lepsze) w swoim życiu.

To skoro wstęp mamy za sobą, pora na kilka moich – niekoniecznie popularnych – przemyśleń.

Dlaczego czytam coraz mniej?

Słyszałem o wyzwaniu 1000 książek. Zakładając, że będzie się to działo na przestrzeni 40 lat, daje nam to tempo 25 książek rocznie, czyli średnio 2 książki na miesiąc.

300 stron książki to ~90 000 słów. Czytając w tempie 200 słów na minutę, potrzebujesz 450 minut, czyli 7.5 godzin na jedną książę. Przy 20 książkach rocznie daje to 150 godzin.

I to na samo przeczytanie, które nie gwarantuje zrozumienia i retencji wiedzy. Książka to teoria – wdrożenie wiedzy w praktyce to kolejne, długie godziny.

Czy ma to sens? Moim zdaniem nie. Można lepiej wykorzystać ten czas.

Zarówno ten poświęcony na zdobywanie wiedzy przez czytanie, jak i po prostu przez alokację większej ilości czasu w inne aktywności, niż połykanie kolejnych stron.

Poniżej powody, dla których ostatnio czytam zdecydowanie mniej, niż kiedyś.

Książki są przegadane

Spójrzmy prawdzie w oczy – większość książek mogłaby być o 80% krótsza i merytoryka by nie ucierpiała. Utarło się niestety, że książka powinna mieć minimum ~200 stron. Mamy wyjątki, które zamykają się w mniej niż 100 stronach, ale niestety jest ich niewiele.

Problem w tym, że książki są przegadane. Dziesiątki zbędnych historii, przytaczanie mnóstwa badań naukowych, których i tak nikt nie zapamięta, wałkowanie w kółko tego samego tematu, ale innymi słowami – tak to niestety wygląda.

Oczywiście istnieją też na rynku książki kilkusetstronicowe, gdzie znajdziesz sam konkret, ale jest to rzadkość. Dobrym przykładem jest tutaj Finansowy Ninja od Michała Szafrańskiego.

Kompleksowe poradniki są zazwyczaj długie i jest to uzasadnione. Natomiast 400-stronicowe książki o wąskiej dziedzinie (jak np. budowanie nawyku)? Nie, dziękuję.

Muszę przyznać, że niski poziom konkretu zniechęcił mnie do niejednej książki. Obecnie nie pamiętam, kiedy przeczytałem ostatnio coś od deski do deski. Zazwyczaj odpadam w momencie, gdy zaczyna się robić nudno, albo czytam wybiórczo interesujące mnie rozdziały i fragmenty.

Wartość / czas jest niska

Ten punkt wiąże się z poprzednim. Jeśli na przeczytanie książki potrzebuję 8 godzin. Do tego czas na notatki oraz odświeżanie materiału, aby go zrozumieć i zapamiętać. Szacujmy, że to 12 godzin. W tym czasie można się sporo więcej nauczyć z dobrego kursu online czy chociażby ze streszczeń książek.

Materiał się powtarza

Doszedłem też do wniosku, że… wiele książek się powtarza. Mamy innego autora, inne historie, inną narrację, ale na koniec dnia wystarczą 2-3 książki na dany temat. Dalej materiał się już powtarza i chociaż czasem nauczysz się czegoś nowego, to zazwyczaj poruszasz się po tym samym schemacie. Takie podejście nie popycha spraw do przodu.

Kiedyś wierzyłem, że wciąż potrzebuję „jeszcze tej jednej książki” i wtedy magicznie wszystko się zmieni. Później odkrywałem, że w sumie czytam ponownie o tym samym.

W pewnym momencie odpuściłem i spadłem do poziomu, na którym czytam może 3-4 nowe książki rocznie (brzmi jak strasznie mało). Więcej czasu poświęcam za to na działanie (pracę, sport, spotkania z ludźmi, naukę umiejętności w praktyce) i… niespodzianka! W każdym z obszarów notuję progres o wiele szybszy, niż w czasach, gdy ważnym punktem dnia było czytanie codziennie przez minimum 30 minut.

Działanie > czytanie

Tylko pytanie, czy to ma sens? Książki są tylko nośnikiem wiedzy i potrafią być całkiem zdradliwą metodą prokrastynacji. Mało kto czuje się źle czytając, bo jest to powszechnie uważane za aktywność ludzi światłych i wykształconych, ale… jeśli z nową wiedzą niczego nie zrobisz, to równie dobrze czytanie może być kompletną stratą czasu.

Efekty w życiu osiągniesz wyłącznie przez działanie. Książki (i inne metody zdobywania teoretycznej wiedzy) pomagają podnieść efektywność lub uniknąć błędów. Robienie bez czytania da Ci efekty, ale czytanie bez robienia już nie.

Jak obecnie podchodzę do czytania?

W jaki sposób zmodyfikowałem swoje podejście?

Czytam mniej

Po prostu. Więcej czasu poświęcam na kursy online, praktyczne projekty czy rozmowy z innymi (to jest skrócona droga do zdobywania wiedzy, i to często takiej, która publicznie nie jest z różnych względów ujawniania).

Omijam ile wlezie

Obecnie książki czytam w dość wybiórczy sposób, zwłaszcza gdy znam już nieco temat. Pomijam całe rozdziały. Często też nie czytam od deski do deski, ale rozpoczynam od przejrzenia książki i zapoznania się z podsumowaniami rozdziałów. Sprawdzam też notatki w anglojęzycznym Internecie – zazwyczaj większość pozycji znajduję, i to za darmo. Świetną bazą notatek z książek jest blog Nata Eliasona, fajnym rozwiązaniem (ale płatnym) jest też Blinkist.

Minus? Zmusza mnie to do czytania na papierze. Na Kindle nawigowanie między rozdziałami i szybkie przeglądanie materiału jest utrudnione, bo interfejs działa wolno. Z kolei Kindle jest genialny pod kątem zaznaczania fragmentów i wysyłania ich do Readwise w celu odświeżania wiedzy.

Ponownie czytam świetne książki

Ostatnio moją strategią jest sięganie do książek, które już znam. Odświeżam sobie notatki, wybrane fragmenty czy zdania, które kiedyś zaznaczyłem zakreślaczem.

Wolę odświeżać sobie w kółko wiedzę z puli starannie wyselekcjonowanych kilkudziesięciu książek, zamiast co chwila szukać czegoś nowego do przeczytania.

Między przeczytaniem książki, a zrozumieniem i wdrożeniem zmian w życie istnieje gigantyczna różnica. Jak ją przejść? Trzeba robić (i odświeżać sobie lekcje z książki), zamiast poświęcać wciąż 4-8 godzin na kolejną, nową pozycję.

Chcesz poznać listę moich top książek? Zapisz się do newslettera, a wyślę Ci listę w pierwszym mailu (wraz z ebookiem z 50 poradami na codzienną naukę).

Czytam więcej książek specjalistycznych

W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że w kwestii szeroko pojętej produktywności, przedsiębiorczości czy rozwoju osobistego całość sprowadza się do kilku istotnych aspektów.

Gdy zdobędziesz fundamenty takiej wiedzy, to dalsze eksplorowanie i szukanie „sekretnych technik” mija się z celem. Fundowanie sobie kolejnych książek o idealnych metodach produktywności czy o sposobach na zbudowanie dochodowego biznesu to wtedy często strata pieniędzy i czasu.

Lepszym wyjściem na takim etapie jest inwestowanie w naukę specjalistycznych umiejętności. Może się to dziać na wiele sposobów (kursy online, nowe zadania w pracy, mentoring, projekty poboczne, etc.) i prawdopodobnie książki nie są najlepszą drogą, ale też potrafią się przydać.

Najwięcej wartości w ostatnich miesiącach dały mi książki stricte związane z analityką internetową oraz tworzeniem kursów online. Zdobyta tam wiedza dawała mi o wiele większego kopa do działania, niż czytanie o produktywności.

Trudno mi to ubrać w słowa, ale po czytaniu specjalistycznych książek skupionych na wybranej, wąskiej dziedzinie wiedzy, czułem coś w stylu „ale to jest ciekawe!”.

W pewien sposób pozwoliło mi to złapać nową perspektywę i wzmocnić zainteresowanie tymi tematami. A zajmuję się nimi zawodowo, więc przełożenie na wymierne wyniki finansowe jest zauważalne.

Czytam, gdy nie mam co robić

Niekoniecznie czytam z nudów, ale staram się, żeby czytanie miało niższy priorytet, niż skuteczniejsze metody uczenia się. Wybieram raczej ćwiczenie czegoś nowego w praktyce, oglądanie kursów online, rozmowy z innymi specjalistami czy szkolenie innych (to też forma nauki!).

Są jednak momenty, gdy chwilowo nie czuję weny na inne działania. Wtedy zwykle trochę sobie poczytam, zamiast gapić się w dal.

Co sprawiłoby, że czytałbym więcej?

Pomimo argumentów za niską skutecznością przyswajania wiedzy przez czytanie książek, gdy czytam mało, to automatycznie czuję się, jakbym odstawał nieco od reszty. Chyba tak mocno mamy wbite do głowy, że czytanie = rozwój, że pomijanie tej aktywności potrafi zrodzić poczucie winy.

Zastanowiłem się więc nad tym, co skłoniłoby mnie do częstszego czytania.

Krótsze książki – gdyby standardem rynkowym było maksymalnie 80 stron, czytałbym o wiele częściej. Obecnie przeraża mnie zabranie się za kolejną kobyłę. Ale gdybym mógł łyknąć coś nowego w 1-2 godziny? Czemu nie.

Angażująca treść – w książce może się znaleźć nie tylko tekst, ale niestety większość z nich na tym poprzestaje. Genialnym przykładem odwrotnego podejścia do sprawy jest Make Time (jedna z moich ulubionych książek). Ta pozycja pełna jest ramek z historiami autorów, żartów, grafik i schematów. W efekcie trudno się od niej oderwać.

Podsumowanie

Znam masę osób, które rzadko czytają, a wyniki pod kątem kariery czy biznesu mają fantastyczne. Bo robią, zamiast gonić za kolejnym bestsellerem, który ma magicznie coś zmienić.

Książka to nośnik wiedzy. W dzisiejszych czasach trudno uznać, że najbardziej efektywny pod kątem uczenia się.

Pamiętajmy też, że czytanie (podobnie jak oglądanie wideo czy słuchanie podcastów) to dodatek. Tylko robienie realnie popycha Twoje życie do przodu.

Zdjęcie tytułowe autorstwa Enzo MuñozPexels

T-shaped to dla mnie jeden z najważniejszych terminów, jakie kiedykolwiek poznałem. Myślenie o budowaniu swojego zestawu umiejętności w kształcie litery T przyświeca mi od wielu lat i póki co świetnie się sprawdza.

W tym artykule pokażę Ci zalety takiego podejścia do rozwijania się, ale przedstawię też proces jak krok po kroku stać się osobą T-shaped.

Czytaj dalej…

Active recall rzadko występuje w szkołach, na szkoleniach czy w kursach online. A szkoda, bo to diabelnie skuteczna metoda uczenia się.

Naturalną tendencją w zdobywaniu wiedzy jest skłanianie się ku temu, co przyjemne i proste. Czytanie podręcznika, pasywne oglądanie kursu online, słuchanie wykładu, etc. Niestety, ale powyższe metody, choć czasem przydatne, nie są jakoś wybitnie skuteczne.

Czytaj dalej…

Mikrolearning

Mikrolearning to uczenie się w sesjach trwających po kilka minut. Poznajesz lub odświeżasz małe porcje materiału. 

To idealna opcja dla zabieganych osób – w ten sposób można produktywnie wykorzystać przestrzenie w ciągu dnia, takie jak dojazd do pracy czy czekanie w kolejce u lekarza.

Czytaj dalej…

Prokrastynacja wydaje się niegroźna, ale w długim okresie marnuje nam chore ilości czasu. Jak przestać odkładać na później?

Każdy zna ten stan. Zrobię to jutro, za tydzień, w przyszłym roku. Bo dziś się kiepsko czuję, bo pogoda zamulasta, bo jeszcze nie ma pełnej godziny, bo nie do końca wiem jak, bo… 

Lista wymówek potrafi nie mieć końca. Ale długofalowo prokrastynacja ma negatywne konsekwencje. Nie ufasz sobie. Nie robisz postępów. 

Zostajesz z poczuciem winy, bo czas uciekł, a Ty stoisz w miejscu

Czytaj dalej…

Jakiś czas temu natknąłem się na Facebooku na dyskusję, gdzie ktoś zapytał w skrócie: „Mam odłożone 50 000 zł – w jaki biznes to zainwestować?”.

Pojawiło się kilka głosów, że tak małą kwotę to najlepiej w siebie, bo na biznes to za mało.

Czytaj dalej…